Tym razem nietypowa sesja beauty, oparta na 2 różnych, ale podobnych setupach.

Bazowo, co możecie zobaczyć na ostatnich zdjęciach, ustawiliśmy za modelką 2 duże stripy, 2 mniejsze przed w tak zwanym ustawieniu clamshell – oczywiście dolny błyskał odpowiednio mniejszą mocą. Jako światło na tło, żeby uzyskać ładny, ale nierównomierny gradient, użyliśmy czaszy z wrotami. W połowie sesji, górny strip zastąpiliśmy beauty-dishem z gridem, żeby na części zdjęć uzyskać bardziej zdecydowane cienie, ale wciąż wypełnione światłem z dołu.

Korzystaliśmy z ukochanego 135L i 24-70IIL, zależało nam na uzyskaniu małej głębi ostrości, żeby nadać zdjęciom trochę bajkowy klimat. Wymagało to zejścia z ISO do minimalnej wartości 50 i przysłony o wartości F/3.2, co spokojnie wystarczyło do ładnego rozmycia na 135L i ku naszemu zdziwieniu nawet 24-70 dał przy tej wartości ładny, tłusty bokeh :)

Lampy pracowały na wartościach zbliżonych do minimum, niestety przy tak szeroko otwartych przysłonach, większość popularnych lamp studyjnych pracuje na absolutnym minimum, a niektóre niestety nie pozwalają zejść do tak małych wartości.

Na końcu posta, zobaczycie jak wyglądał setup, zarówno ten z dwoma stripami jak i z dishem na górze :)

Modelka: Izabela Kobus
MUA: Beata Krzyżostaniak make-up

CZB_IZA_001 CZB_IZA_002 CZB_IZA_003 CZB_IZA_004 CZB_IZA_005 CZB_IZA_006 CZB_IZA_007 CZB_IZA_008 IMG_6277 IMG_6431

 


Jesienna deprecha ? wyleczymy Cię Chcesz wiedzieć więcej ? wejdź: http://www.79studio.pl/contact

Jesienna-deprecha


Zapowiadana, kolejna sesja w Studio 4 Piętro, tym razem wykorzystaliśmy światło studyjne połączone z kolorowymi światłami we wnętrzu, na kilku zdjęciach ostre, twarde promienie słońca wpadające przez okno. Mimo tego, że światło nie zawsze jest miękkie, udało się nam zachować zmysłowy klimat zdjęć… :)

Modelka: Paulina Gniedziejko
MUA: Kalata-Radecka Make Up Atelier

4Paula_001 4Paula_002 4Paula_003 4Paula_03b 4Paula_03c 4Paula_006 4Paula_007 4Paula_013 4Paula_014 4Paula_015 4Paula_016 4Paula_019


To trzecia i ostatnia część cyklu „Bohaterek”-  ta, ostatnia sesja planowana od około roku. Wreszcie udało się wszystko dopiąć na ostatni guzik… :)

W roli głównej Monika

Makijaż i fryzura: Kalata-Radecka Make Up Atelier

Supergirl_001 Supergirl_002 Supergirl_003 Supergirl_004 Supergirl_005 Supergirl_006 Supergirl_007 Supergirl_008 Supergirl_009 Supergirl_010 Supergirl_011 Supergirl_012


Tradycyjny setup plus ekspresyjna modelka, tyle trzeba żeby zrobić dobre zdjęcia :)

Znany wszystkim setup, czyli clamshell, kicker z jednej strony i światło na tło… Na ostatnim zdjęciu możecie zobaczyć ustawienie…

Modelka: Olga

Makijaż i fryzura: Karolina Rodak ART

CB_OLG_002 CB_OLG_003 CB_OLG_001 CB_OLG_004 CB_OLG_005 IMG_5246

 


Kiedyś pewien Premier powiedział, że „Prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, a nie jak zaczyna”, wyjątkowo na potrzeby poniższego tekstu załóżmy, że niezależnie jakiej płci jesteście, rozpoczęcie przygody z fotografią ślubną wymaga jednak „drobnych” przygotowań. Mimo bardzo dużego zakresu tego tematu, postaram się z całych sił pokazać Wam chociaż małą pigułkę, której połknięcie pozwoli pracować pewniej, łatwiej i może nawet zrobić lepsze zdjęcia.

04sesjaplenerowa_53

Przyjmijmy, że pierwszym etapem rozpoczęcia całego przedsięwzięcia jest czas, kiedy nie posiadacie jeszcze żadnego portfolio zdjęć ślubnych, może jesteście właścicielami półprofesjonalnego aparatu fotograficznego i nawet jakiegoś obiektywu, macie więcej niż podstawowe pojęcie o fotografii, oświetleniu, kompozycji, perspektywie i innych nudzących początkujących fotografów zagadnieniach. Nie będę pisał o zakładaniu strony internetowej, bloga, wyboru rodzaju działalności gospodarczej, czy sposobach na poszukiwanie klientów, etc. skupię się na rzeczach mniej oczywistych.

Zakładając, że w większości przypadków będziecie fotografować ceremonie katolickie, w naszym kraju teoretycznie potrzebna jest do tego „licencja” – wydawana przez władze Kościoła. Założenie jest teoretyczne, ponieważ od 2009 roku – od kiedy jestem właścicielem takiej licencji – mniej więcej jeden na dziesięciu księży prowadzących ceremonię pytał mnie o taki dokument, a mniej więcej jeden na dwudziestu chciał ją fizycznie zobaczyć. Jednak nie zachęcam do bagatelizowania tego „świstka”. Nie wiem jak w innych miejscach Polski, ale „kurs” w Archidiecezji Warszawskiej przybliża w dużej mierze schemat ceremonii oraz pomaga zrozumieć – kiedy i dlaczego można fotografować, a w jakich sytuacjach nie. Uważny uczeń wyniesie z tego miejsca sporo przydatnej wiedzy. Rekomenduję nie spać na takim kursie, pozwoli Wam to uniknąć w czasie ślubu nieprzyjemnych sytuacji, które będą rzucać cień na Wasz profesjonalizm, a nowożeńcom oszczędźcie przykrych wspomnień z jednego z ważniejszych momentów w ich życiu. Na kursie nikt o tym nie wspomina, ale koniecznie pamiętajcie – jeżeli wchodzicie do jakiegokolwiek kościoła z aparatem, wyłączcie dźwiękowe potwierdzenie autofocusa!

Kolejna sprawa – sprzęt, zanim zdobędziecie portfolio, potrzebne są narzędzia. Po pierwsze, możecie zawsze poprosić jakiegoś bardziej doświadczonego fotografa, żeby pozwolił Wam towarzyszyć na reportażu i sesji plenerowej. Wtedy można przyjąć, że na początek wystarczy Wam jeden aparat i jeden w miarę uniwersalny obiektyw. Jednak jeżeli jakaś para zaufa Wam na tyle, iż pozowali zdobyć doświadczenie i zdjęcia do portfolio na własnym ślubie, gdzie wystąpicie jako „główny” fotograf, to wtedy będziecie potrzebować poważniejszego ekwipunku. Absolutne minimum to dwa aparaty, dwa obiektywy i przynajmniej jedna reporterska lampa błyskowa oraz dwa razy więcej naładowanych baterii niż oceniacie, że będziecie potrzebować do zasilenia tego wszystkiego przez kilkanaście godzin. Potrzebujecie także dużo kart pamięci, które trzeba zmieniać często, ponieważ w razie uszkodzenia jednej z nich, pozostałe pozwolą Wam na utratę tylko niewielkiej części reportażu, a nie np. całego, który będziecie próbowali zmieścić na jednej ogromnej karcie. Ponadto musicie zakładać, że nawet najlepszy, japoński aparat, może mieć gorszy dzień i odmówi posłuszeństwa, a wtedy w przypadku braku zapasowego „body” będziecie musieli uruchomić swoje najgłębsze zdolności negocjacyjne, żeby przekonać Pannę młodą, że dokończycie reportaż najnowszym smartfonem bez uszczerbku na efekcie końcowym. Jeżeli nie macie jeszcze zasobów na drogie, jasne, szybkie obiektywy i brak Wam pewnej ręki, nie polecam porywać się na fotografowanie tylko i wyłącznie w świetle zastanym. Potrzebna będzie zatem przynajmniej jedna lampa reporterska, najlepiej wyposażona w tryb automatyczny i możliwość pomiaru przez obiektyw – czyli w Nikonie i-TTL i w Canonie E-TTL. Odnośnie używania lampy błyskowej, nie polecam błyskania z palnikiem skierowanym w stronę nowożeńców, księdza, czy gości, chyba, że planujecie pozostać na dolnej półce ślubnego grajdołka i robić tak zwaną fotograficzną „rąbankę”. Umiejętność odpowiedniego i kreatywnego odbijania światła błyskowego od ścian, sufitów, kolumn, czy innych elementów architektury to umiejętność, którą każdy fotograf ślubny powinien szlifować od samego początku swojej kariery. Mając nawet najlepszy aparat i jasny, szybki obiektyw, musicie się spodziewać, że w dniu ślubu może zastać Was sytuacja, w której będziecie musieli zamontować lampę w sankach aparatu. Mój „ślubny tobół” najczęściej zawiera 3 aparaty, dwie pełno klatkowe lustrzanki Canon, jeden stareńki i niepełno-klatkowy EOS na przypadek tak zwanej wojny. Do tego podstawowy, szybki i w miarę jasny obiektyw Canon EF 24-70 mm f/2.8L II – ten obiektyw zazwyczaj zostaje przez cały dzień na jednym z aparatów, obiektyw Canon EF 50mm f/1.4– ten ma sporo wad, lecz wybieram go często na reportaż ze względu na kompaktowość oraz małą wagę w porównaniu do swojego większego brata z serii L, a wierzcie mi że po 14 godzinach reportażu waga sprzętu ma strategiczne znaczenie. Zabieram również Canon EF 135mm f/2L- do zbliżeń w dużych kościołach, na przyjęciach w przestronnych wnętrzach – zarazem jest to mój ulubiony obiektyw na sesje plenerowe oraz tak zwany „naleśnik”, czyli obiektyw Canon EF 40 mm f/2.8 z mechanizmem STM ułatwiającym filmowanie, służący głównie, jako zapas, czasami do nagrywania krótkich ujęć, przydatnych w prezentacjach, czy czołówkach pokazów zdjęć. Kolejna część ekwipunku to dwie lampy Canon 580EX II i jedna mała Canon 430 EXII, wyposażone we wspomniany wcześniej E-TTL.

04a-2 04b-2

Nie korzystam z żadnych nakładek na lampy, czy pseudo dyfuzorów – zawsze staram się znaleźć powierzchnię, od której mogę odbić światło błyskowe, a w miarę zdobywania doświadczenia będziecie zauważać coraz więcej takich powierzchni i możliwości.

Ze względu na fakt, iż praktycznie każdy reportaż ślubny fotografuję w duecie z moją lepszą, fotograficzną połową, nie jestem tak bardzo narażony na stratę zdjęć w przypadku awarii karty pamięci, bo praktycznie przez cały czas zdjęcia wskakują na dwie karty i do dwóch aparatów. Jeżeli fotografujecie w pojedynkę, to na im więcej kart podzielicie swój materiał zdjęciowy, tym większe bezpieczeństwo zapewnicie sobie i państwu młodym. Jednak pamiętajcie, mała karta szybko się kończy, więc zmieniajcie karty zawsze przed ważnymi momentami, żeby komunikat o jej zapełnieniu nie spotkał Was w np. czasie zakładania obrączek. Pierwsza, krótka przerwa, w której będziecie mogli znaleźć czas na zgranie zdjęć na dysk laptopa, czy inne urządzenie, pojawi się prawdopodobnie dopiero na początku wesela – więc do tego czasu, jeżeli pracujecie sami, trudno będzie zrobić „backup”.

Zatem jesteście już w posiadaniu licencji, może nie identycznej jak brytyjski agent, ale zawsze to coś. Macie też sprzęt, nabraliście doświadczenia i zdobyliście „kilka” zdjęć do portfolio. Strategiczny moment – pierwsza para zachwycona Waszymi zdjęciami na stronie internetowej, czy pozostająca pod wrażeniem Waszego ogłoszenia/reklamy, chce się spotkać i omówić szczegóły ewentualnego zlecenia. Jeżeli nie macie swojego biura lub studio, dobrze jest zaproponować jakaś cichą, jasną i spokojną kawiarnię – w której jest na tyle dużo miejsca na stolikach, żeby pochwalić się znacznej wielkości albumem z portfolio nie zalewając go przy tym kawą i nie nurzając w bitej śmietanie. Prezentacja portfolio na takim spotkaniu to bardzo ważny moment – nie oszczędzajcie na albumach ze swoimi zdjęciami i pamiętajcie, że drukowane, duże zdjęcia zawsze robią wrażenie. Niech nie przyjdzie Wam do głowy przedstawianie swoich zdjęć w segregatorze z koszulkami foliowymi, czy na ekranie tabletu. Pamiętajcie, jeżeli Para spotyka się z Wami, na 100% widziała już zdjęcia na ekranie komputera i oczekuje czegoś więcej. Z czasem będziecie potrzebować więcej różnych albumów, ale na początek musi Wam wystarczyć jeden – myślę, że nie mniejszy niż 30*30 cm, jeżeli zdecydujecie się na opcję wyklejaną, to odbitki 15*23cm są absolutnym minimum. Dobrze mieć ze sobą, przykładową płytę DVD, na jaką nagracie gotowe zdjęcia, bo o jej opakowanie i wygląd też powinniście zadbać. Warto jest zabrać ze sobą jeden egzemplarz takiej płyty, np. z pokazem zdjęć, który Para będzie mogła zabrać i obejrzeć w domu wspominając ciepło spotkanie z Wami. O takiej rzeczy jak wysokiej jakości wizytówki nie wspomnę, ponieważ to sprawa zbyt oczywista i absolutnie konieczna. Kolejną kwestią jest oferta – powinniście mieć odpowiednio przygotowany, wydrukowany i czytelny dokument, który opisuje i prezentuje Wasze pakiety, opcje, ceny – oczywiście również do zabrania przez narzeczonych, żeby mogli analizować i zachwycać się nim w domowym zaciszu. Musicie znać swoją ofertę na pamięć, a także przygotować się na pytania o dodatkowe opcje, dopłaty, zaliczki, zadatki, termin zapłaty czy zmiany w pakietach. Wiem, że dużym dylematem dla początkujących fotografów jest wycena swojej pracy, nie będę rozpisywał się na ten temat, bo to sprawa podobna niezależnie od sektora w jakim planujecie prowadzić biznes. Nie szukajcie odpowiedzi na forach w Internecie na pytanie: za jaką cenę macie fotografować śluby? Postarajcie się wycenić swoją pracę sami, np. na podstawie planowanych kosztów jakie będziecie musieli ponieść, pamiętajcie też, że nikt na początku Waszej drogi nie zapłaci ceny za jaką może mieć na ślubie bardziej doświadczonego i posiadającego zapierające dech w piersiach portfolio fotografa. Jednak nie możecie demotywować się do pracy wyceniając zlecenia na poziomie wartości zdjęć do paszportu czy wizy, bo szybko znienawidzicie tę wbrew pozorom nielekką, ale dającą dużą satysfakcję i radość pracę.

02_ceremonia-7

Bez wątpienia powinniście przygotować się rzetelnie na najczęstsze pytania, a także odpowiednio i profesjonalnie zaprezentować się wspominając np. o posiadaniu zapasowego sprzętu, licencji uprawniającej do fotografii w kościołach i oczywiście o wiedzy, która za taką licencją płynie. Możecie spodziewać się pytań o ilość zdjęć jakie przekażecie nowożeńcom, o odbitki, albumy, o to ile zdjęć w albumach będzie można zobaczyć i z pewnością będziecie musieli odpowiedzieć na ważne pytanie: „kiedy!? Dostaniemy zdjęcia?”. Narzeczeni zapytają o sesje plenerową, w wielu przypadkach będziecie poproszeni o propozycje lokacji, zamysłu na taką sesję. Zanim coś zasugerujecie, dobrze jest poznać narzeczonych, dowiedzieć się, jakie planują przyjęcie, jaką sukienkę zamierza założyć panna młoda. Jeżeli para planuje przyjęcie i ceremonię pod chmurką, na którą przyjedzie na np. własnych motocyklach, a panna młoda zamierza wystąpić w fioletowej sukni i szpilkach w grochy, nie będzie dobrym pomysłem proponowanie sesji plenerowej na warszawskiej starówce czy w Łazienkach Królewskich, a z kolei na taką lokację może przyklasnąć para, przygotowująca bardziej tradycyjną ceremonię i bardziej konwencjonalne przyjęcie. Bardzo, podkreślam, bardzo rzadko spotkacie się z narzeczonymi, którzy będą zafascynowani modelem Waszego aparatu, ceną wypasionego, jasnego, dającego urokliwy „bokeh” obiektywu, czy tego jak wysokie ISO w Waszej „puszce” jest użyteczne. Bez inicjatywy narzeczonych nie poruszajcie takich tematów, w większości nie będą widzieć „co do nich rozmawiacie” i taka „randka” skończy się bez sukcesu. Kolejna sprawa, jaką bez wątpienia będziecie poruszać na spotkaniu to umowa. Niezależnie od rodzaju sformalizowania Waszej działalności, tego czy wystawiacie, faktury, rachunki, bileciki, czy talony na gwiezdne paliwo, umowa jest rzeczą konieczną. Jest to dokument, który zabezpieczyć ma obie strony, zatem polecam w miarę możliwości przygotować treść na Wasze potrzebny z pomocą prawnika i księgowego – wbrew pozorom nie będziecie potrzebować na takie konsultacje fortuny. Nie szukajcie na forach i w sieci gotowców. Nie polecam też czynić z umowy poddańczego dokumentu dla nowożeńców, bo z pewnością nie zechcą podpisać cyrografu, która zapewnia im tylko obowiązki, a nie prawa w dniu ich własnego ślubu. Wasza umowa, będzie ewaluować razem z Waszym doświadczeniem i będziecie starać się wpisywać do niej coraz to nowe zapisy, gdzie z kolei inne po 20 reportażach okażą się zbędne. Jednak, aby moja pigułka była kompletna wspomnę Wam, chociaż o minimum, jakie w mojej opinii powinniście zawrzeć w na takim papierku. Rzecz strategiczna dla Waszego biznesu – wynagrodzenie, kiedy i w jakiej formie jest wypłacane. Nie jest dobrze na początku swojej działalności upraszać się o zapłatę z góry w dniu ślubu, szczególnie jeżeli dopiero zaczynacie nie będziecie mogli liczyć na duże zaufanie ze strony narzeczonych. Gdy zdobędziecie już trochę zaufania i będziecie rozpoznawalną „marką” dobrze jest zabezpieczyć część kwoty – np. pierwszą ratę wynagrodzenia w dniu ślubu. Jeśli będziecie musieli czekać na zapłatę całości kwoty od chociaż kilku par, które wyjadą w długą podróż poślubną, albo nie będą przez wiele miesięcy w stanie znaleźć czasu na sesję plenerową, Wasza płynność finansowa może poważnie się nadwyrężyć. Toteż powinniście zadbać o to w umowie. Kolejna rzecz, jaka musi się znaleźć w tym dokumencie, to terminy oraz miejsca (ograniczone przynajmniej do miejscowości), w których macie wykonać zdjęcia, żeby nie okazało się, że ślub zamiast w Zakopanem odbędzie się w Szczecinie. Koniecznie w umowie trzeba określić daty przekazania gotowych zdjęć czy albumów dla nowożeńców, żeby zadbać o ich pewność, iż nie dostaną gotowych fotografii dopiero na złote gody.

Na zakończenie nie pozostaje mi życzyć Wam nic innego, jak „ławicy” zachwyconych zdjęciami panien młodych, stada radosnych i przychylnych fotografom proboszczów oraz hordy świetnych, przyjacielskich operatorów filmowych nazywanych żartobliwie i z nutą ironii podobnie do jednego afrykańskiego kraju. Z nimi wszystkimi i wieloma innymi przyjdzie Wam współpracować na ślubach.

Pozdrawiam,

Sebastian :)


More Posts


Red…
26/07/2014

Red…

Hell’s Siren…
21/05/2014

Hell’s Siren…

Two hard bricks :)
18/05/2014

Two hard bricks :)

Hard brick :)
15/04/2014

Hard brick :)

Złoty plener…
07/04/2014

Złoty plener…

  • Facebook
  • Twitter